Sierpniowa, bezchmurna noc. Chłodny wiatr z północy poszarpuje zawieszonymi nad ulicami lampionami, gdzieniegdzie poderwie z ziemi pozostawione przez przechodniów śmieci, przepchnie lub przerzuci je dalej, co lżejsze targa ponad dachy śpiących domostw niosąc je daleko poza miejskie mury. Nocni strażnicy wychodzą właśnie na kolejny patrol, a lampiarze przemierzający regularnie ulice zapalają przygaszone przez wiatr światła.
Nieopodal głównej arterii oddzielającej dzielnice ubogich i dywizje Shinigami stoi samotne, stare drzewo pamiętające jeszcze czasy pierwszych fundamentów metropolii.
- Ciągłe siedzenie na gałęzi z dyndającymi swobodnie w dole nogami ma z pewnością jakieś ciekawe korzyści i sens ale wyłącznie z twojego punktu widzenia - Shinigami w zniszczonym płaszczu spojrzał do góry szukając wśród rozłożystych konarów adresata swoich narzekań. Kiedy nad jego głową zaszeleściły gałęzie dokończył - Ja jednak przyjacielu jak do tej pory żadnych nie odkryłem.
Gdy tylko skończył ciężkie, włochate ciało z impetem zeskoczyło na gałąź, wywinęło na rękach kilka obrotów wokół jej osi i zakończywszy saltem swoje akrobacje wylądowało tuż przed porucznikiem.
- Mógłbyś też przestać się popisywać – rzucił pośpiesznie Shinigami.
- Uiiik, uik? - Orangutan uśmiechnął się szeroko przysiadając obok. Długa, włochata łapa wysunęła się do przodu, w dłoni trzymała dwa dojrzałe banany.
- Echhh...Tak wiem, natura, instynkt i takie tam. - Shinigami zamyślił się na chwilę – Z drugiej strony jesteś jedyną znaną mi osobą, którą spotkałem wróciwszy do tego zapomnianego przez innych miejsca.
- Iyk, iiik, oik
- Tak, też go wyczułem. Nareszcie wrócił. Kapitan... – Przerwał gdy patrolujący ulicę strażnicy przeszli tuż pod nimi. Opierając się o pień drzewa jedną z nóg podciągnął do góry i zaparł o konar, na którym siedział. Zapatrzony w odległy horyzont kontynuował – Stary, dawno nie widziany przyjaciel. Jeden z niewielu tych, którzy mogą cię w życiu jeszcze czegoś nauczyć.
Orangutan skończył właśnie pierwszy z owoców. Żółtą, w kilku miejscach nieco poczerniałą, skórkę cisną przed siebie. Ta, wywijając chaotycznie, przedarła się przez osłaniające ich gałęzie by z głośnym „plask” upaść w końcu na pobliskiej drodze.
- Uik, uik, uik...
- Skryba? W końcu go znajdziemy, przecież to jedyne miejsce, w którym może pracować. Wciąż mamy jeszcze trochę czasu.
Nagle z dołu dobiegł głośny łoskot przypominający odgłos upadającego na ziemie ciała, trzask oraz kilka przekleństw i kobiece chichoty. Mężczyzna, który niefortunnie spotkał się z pozostałością małpiej kolacji zaczął coś wrzeszczeć do stojących za nim niewiast. Grupka zmierzających w przeciwną stronę osób wyminęła go szerokim łukiem zaś towarzyszące mu kobiety próbowały uspokoić.
- Chyba musimy się ewakuować. - Wyszeptał porucznik spoglądając na swojego towarzysza - Robi się mały bałagan – Dokończył marszcząc groźnie czoło.
Nikt nawet nie dostrzegł gdy nad głowami przechodniów przeleciał masywny cień lądując bezgłośnie na pobliskim dachu. Drugi, bardziej smukły, przemknął wzdłuż muru odgradzającego drogę od posiadłości należących do Shinigami, przedostał się do najbliższych domostw w ubogiej dzielnicy by po chwili zniknąć w ciemnej nocy jednej z bocznych uliczek.>
--------------------------------------------------------------------- ------
< Dwie ciemne postacie przemykające po dachach pogrążonej we śnie dzielnicy ubogich przystanęły na ostatnich jej budynkach. Kilkoma skokami dostały się na przeciwległą stronę ulicy, wskoczyły na szczyt muru okalającego garnizon Shinigami i zatrzymały się tam na dłuższą chwilę. W tej części był on najwyższy, a z góry rozciągała się szeroka panorama na całe, otulone granatowym szalem nocy, miasto.
Ciszę przerywał jedynie wiatr i odgłosy mlaskania. Drugi banan pojawił się na chwilę w mroku po czym zniknął pochłonięty przez niższą, bardziej krępą postać.
-Znalezienie go zajmie nam chyba jednak więcej czasu niż przypuszczałem - Powiedział wyższy, spoglądający w stronę wysokich wież, osobnik. >
Last edited at 23.08.2009, 23:39
_______________